www.JerzyWojcik.com

7 listopada 2009

-koncert Gary Moora

Filed under: blues,moje zainteresowania — JerzyWojcik @ 20:04

To była druga wizyta w Polsce tego wokalisty, kompozytora i wirtuoza gitary elektrycznej. To był wielki koncert dla 4,5 tys miłośników bluesa na Torwarze 11 listopada 2009 roku.  Bo Gary Moore potrafi doskonale wczuć się również w jazz, country, hard rocka, czy haevy metal ale najbardziej czuje się w blues rocku.

Dla mnie Moore był zawsze bogiem gitary elektrycznej. Kiedy on zaczyna wpadać w trans – ja już jestem zahipnotyzowany. Jeśli ktoś lubi gitarowe solówki to znajomość twórczości tego muzyka jest obowiązkowa! Proszę zobaczyć co ten facet wyprawia z gitarą:
http://www.youtube.com/watch?v=dGoYmRoBF4Q&feature=related


Koncert oglądało się rewelacyjnie!

Oto komentarz z „Rzeczypospolitej”:

Ciemna koszula, jeansy i coś a’la kowbojki. Twarz zmęczona życiem, a w rękach gitara, która pamięta wiele. „Hello!” – rzucił Gary owacyjnie witany i niemal od razu zaczęli od bluesowego hitu Oh, Pretty Woman. Akustyk oczywiście potrzebował chwili, by dostroić dźwięk. Zrobił to naprawdę szybko, bo każdy kolejny utwór brzmiał wybornie.

Koncert trwał przynajmniej dwie godziny, okraszony był samym mięsistym, momentami rockowym graniem. Aż go skręcało! Aż go nosiło! Parę akordów przyniosłoby ukojenie jego duszy… Gary kipi od rocka, mimo, że jest zadeklarowanym bluesmanem i na jego sety składają się tylko i wyłącznie kompozycje od roku 1990 wzwyż. Charakterystyczny grymas na twarzy i jego palce zaczynają żyć swoim życiem. Na bardzo długie, drapieżne solo pozwolił sobie po Mojo Boogie, w którym swoje trzy grosze dorzucił klawiszowiec. Basista grał tylko pozornie „to samo”, wytrawny słuchacz i baczny obserwator wyłapał, że ozdabiał swoje partie dyskretnymi pochodami czy drobnymi niuansami.


Perkusista uwijał się żwawo zwłaszcza w „very fast blues” Down The Line. Ta szybkość na płycie robi wrażenie, a na żywo po prostu wgniata w ziemię! Nowy krążek doczekał się jeszcze dwóch reprezentantów. Bad For You Baby i I Love You More Than You’ll Ever Know, gdzie Gary zmienił kompletnie wstęp, rozciągnął go znacznie i wcisnął drobne gitarowe popisy. Ciarki. „It’s a song for happy Independence Day”. Pamiętał. Miło z jego strony. I zabrzmiał oczekiwany chyba przez wszystkich Still Got The Blues. Piękny, poruszający, przeszywający. Świetny aranż w refrenie, zastępujący podniosły studyjny odpowiednik.

http://www.youtube.com/watch?v=4O_YMLDvvnw&feature=related

Zespół bisował dwa razy. Dopiero za drugim razem, bo introdukcji składającej się z delikatnej francuskiej piosenki przeszedł w Parisienne Walkways. Cóż była za euforia publiki, a Gary czarował nas pięknym utworem. „I remember Paris in 1949 / The Champs Elyses / Saint Michel and old Beaujolais wine…” Wzruszyłem się. Ten kawałek jest jedynym, który ocalał w jego repertuarze od starych czasów. Na żywo jest jeszcze piękniejszy niż z płyty czy z radia. Efektowne sprzężenie gdzieś w środku. Doskonale. Jeszcze krótka solówka, jeszcze jedna. Powrót do głównego tematu i… koniec. „Great audience, thank you very much!” Po tych słowach już definitywnie zapaliły się światła i mogliśmy iść do domu.

Był to dla mnie wielki dzień!

Brak komentarzy »

No comments yet.

RSS feed for comments on this post. TrackBack URL

Leave a comment

Musisz się zalogować, aby móc dodać komentarz.

Powered by WordPress